Pole tekstowe:

 Historia początki

         Trudno spisać historię małej wsi od wieków zagubionej wśród lasów. Pamięć ludzi sięga najdalej dwóch, trzech pokoleń. Zapiski archiwalne dotyczące tak małych miejscowości były robione przy okazji generalnego przeglądu państwa, jakim były lustracje.

         Według specjalistycznych publikacji Cisownik to nazwa topograficzna związana z miejscową florą (zagajnik cisowy). W średniowieczu był to surowiec strategiczny do wyrobu łuków i kusz.

         Pierwsze zapiski dotyczące Cisownika pochodzą z 1564 roku. W „Lustracji Województwa Sandomierskiego” 1660-1664 w granicach którego znajdował się Cisownik czytamy: „Wieś Cisownik: jest w tej wsi kmieci nro 3, czynszu żadnego, ani dani żadnej nie dają, robią po dni 3 w tydzień sprzężajem. Kur prostych spaśnych dają nro 3 po grosze 3 rachując czyni zł 0/9/0. Dziesięcinę także oddają do kościoła radoszyckiego. Karczmy - w tych wioskach wolno mieć karczmy JMP dzierżawcy, do których by piwo dworskie dawano, a poddani od piwnego, które dawali wolni, jednak tej karczmy mnie masz”

         Następna wzmianka o Cisowniku pochodzi ze „Słownika geograficznego Królestwa Polskiego”

          „Cisownik – wieś rządowa, powiat konecki, gmina i parafia Miedzierza. W 1827 r. było tu 11 dym i 68 m”.

         Innym dokumentem, z którego możemy dowiedzieć się o historii Cisownika jest „Tabela powinności włościan” z dnia 1 czerwca 1854 roku oraz „Rejestr szczegółowy podziałowo – klasyfikacyjny wsi Cisownik” ułożony w miesiącu styczniu 1854 roku przez J. Chudzyńskiego – adiutanta miernictwa.

        

         W pierwszym z dokumentów możemy wyczytać, że w Cisowniku w powiecie koneckim w 1854 roku było 11 kolonistów i 14 komorników. Koloniści mieszkali w głównej części wsi i byli nazywani „Gospodarzami”, natomiast komornicy zamieszkiwali wzdłuż prostopadłej drogi, w przysiółku do dziś zwanym

„Kumorniki”. Cała wieś zbudowana jest na wzór ulicówki.

        

         Z „Tabeli powinności włościan” wynika, że największe gospodarstwo wśród kolonistów posiadał Mateusz Koziełek 20 mórg 230 prętów, co na obecną miarę wynosi 11 ha i 30 arów. Najmniejsze Mateusz Opala 16 mórg 183 pręty = 9 ha.

Wśród komorników gospodarstwa były znacznie mniejsze. Największe miał Kacper Chudzik 3 morgi 105 prętów = 1ha i 80 arów, najmniejsze zaś miała Katarzyna Wierzbowska 2 morgi i 75 prętów, co daje niewiele ponad 1 hektar.

Poza tym wieś posiadała grunty zwane osadą kowalską, osadą karczemną, osadą strzelców, oraz pastwisko wspólne.

 

          Zarówno koloniści, jak i komornicy płacili czynsze oraz tzw. podatki i ciężary. Koloniści płacili czynsz w ziarnie, czynsz z ziemi w rublach i kopiejkach srebrem. Do podatków i ciężarów należało: podymne, szarwark drogowy, kongres liwerunkowy oraz dziesięcinę (w pieniądzach). Komornicy nie płacili tylko czynszu w ziarnie.

 

Według „Rejestru szczegółowego podziałowo – klasyfikacyjnego wsi Cisownik”, grunty były położone w różnych częściach wsi, a także w znacznej odległości od niej.

 

Wśród kolonistów i komorników na gruntach ornych uprawiano tylko żyto w tabeli nazwane „grunty żytne”. Oprócz tego wśród użytków były łąki oddzielne i pastewniki. Podobnie, jak w innych wioskach, także w Cisowniku ludzie nadawali nazwy, szczególnie tym obszarom gdzie mieli swoje pola. Nazwy te funkcjonowały przeważnie na terenie danej wsi.

 

W Cisowniku występują takie nazwy np: „Pod Piekłem”, „Przy wygonie”, „Pasieka” , „Smugi”, „Przy ulicy”

 

Z danych GUS wynika, że w 1905 roku w Cisowniku zamieszkiwały sto dziewięćdziesiąt trzy osoby, w dwudziestu dziewięciu budynkach drewnianych. Szesnaście lat później budynków było już czterdzieści, jednak liczba mieszkańców spadła do stu siedemdziesięciu czterech osób.

 

Tyle mówią dokumenty, do jakich udało nam się dotrzeć. Sucha statystyka. w której nie ma nic o dniu powszednim mieszkańców Cisownika, a przecież musieli z czegoś żyć, gdzieś pracować. W większości uprawiali ziemię, ale gleby są tutaj bardzo słabe. Determinacja była jednak ogromna i każdy skrawek ziemi był wykorzystany. Pomysłów naszym przodkom nie brakowało; Jeden z gospodarzy plantował górkę w ten sposób, że na jej wierzchołku ładował piach do beczki i staczał ją na dół. Do wywozu kamieni z pola, które było położone na zboczu sąsiad wybudował kolejkę.

 

Jednak nie tylko ziemia była zajęciem Cisowiaków. Opodal Cisownika w lasach były dwie kopalnie rudy żelaza czynne jeszcze w XIX wieku: „Dombrówka” (pisownia jak na starej mapie) i „Dęba”. Choć nie jest to nigdzie zapisane, to na pewno tam pracowali. Wydobywali również, na własną, rękę rudę darniową, która występuje w naszej okolicy płytko pod powierzchnią ziemi. Cały ten urobek przewozili do „Wielkiego Pieca” w Kawęczynie, oddalonego o cztery kilometry. W tamtych latach do wytopu żelaza używano węgla drzewnego, tutaj łatwo go było uzyskać, bo dookoła lasy. Jest to bardzo prosta czynność, wystarczy ustawić stos drzewa przysypać ziemią i podpalić. W opowiadaniach najstarszych mieszkańców przewija się i ten wątek.

 

W lesie wychowani z drewnem zawsze umieli się obchodzić. Do dzisiaj żyją we wsi cieśle, którzy potrafią budować drewniane domy. Kiedyś Cisownik był znany z tej umiejętności.

 

Dużym wydarzeniem w historii naszej wsi, którego do nas docierają już tylko słabe echa, była katastrofa lotnicza. Chyba w latach trzydziestych ubiegłego wieku, bo jak mówi jedna z najstarszych mieszkanek „jak bełam malutko”, na pole gospodarza który najbardziej wyklinał na te „aeroplany” spadł samolot. Wszystko skończyło się szczęśliwie, pilot doznał niegroźnych obrażeń a połamany samolot gospodarze odwieźli na stację kolejową do Końskich.

 

To bardzo krótki rys historyczny w większości oparty o materiały, które udało nam się znaleźć oraz rozmowy z najstarszymi mieszkańcami wsi prowadzone w długie zimowe wieczory. Wierzymy jednak, że zawsze można lepiej. Mamy więc nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy pomogą bardziej zgłębiać historię naszej pięknej wsi i będziemy mogli więcej o niej napisać na naszej stronie.

 

 

           

 

        

Pieczątka z żarnamiCisownik.plKoszenie kosami

Wieś Cisownik. Tradycja i kultura

Jagody w koszach sosnowych