Majówki o zmroku gdy zmęczone całym dniem ciężkiej pracy matki
z dziećmi, niejednokrotnie wsparte męskimi głosami, śpiewały pieśni maryjne przy krzyżu.
Całodzienne wyjścia w grupach na jagody z chustką przepasaną na biodrach, w której ukryta była pajda chleba z cukrem.
Zaganianie krów o świtaniu, w ukryciu przed gajowym, w jedno stado by na „ Debski łące”, „Kopalni”, „ Strugach”, czy na „Rudnych dołach” najadły się trawy, po której nijak nie chciały dać mleka.
Sianokosy i żniwa, gdy razem na kilkanaście kos pomagaliśmy sąsiadom, którzy tego potrzebowali.
Czas omłotów, kiedy cała wieś przez kilka tygodni miała zajęcie. Najsilniejsi nosili worki ze zbożem, niejednokrotnie na strych po drabinie. Inni
z zopola podawali snopki gospodarzowi, który płynnie wrzucał je do maszyny. W tym wielkim huku i kurzu pracowały nawet dzieci. Jedno lub dwoje na zmianę trzymały powrósła, a reszta skakała po stogu słomy. Dwie, trzy godziny pracy, poczęstunek, przepychanie maszyny i następna stodoła . Na wsi wtedy królem był maszynista.
Kiedy chodziliśmy w grupie do odległych o parę kilometrów szkoły,
i kościoła, był czas na rozmowy i żarty.
Po pracy przychodziła pora na zabawę. W wyremontowanej własnymi rękoma starej chałupie był klub „Pod jaskółką”, gdzie tańczyliśmy pierwsze Rock and rolle”. Opisane jest to w piosence pt. „Dębina” której tekst opowiada o naszej wsi.
Na wielką wodę wypływaliśmy w „Kąpacce”, - strudze przegrodzonej zastawą, Obok na „Hancynej Górce” latem była plaża, zimą zaś stok narciarski po którym zjeżdżaliśmy na nartach, sankach i workach z sianem.
Latem po całym dniu spędzonym na pracy czy zabawie, spaliśmy na polu w szałasach zrobionych z gałęzi, pilnując by dziki nie ryły ziemniaków. Choć strzały z karbidu były głośne, a nasze śpiewy niosły się po lesie, to gdy nad ranem zasypialiśmy zmęczeni, dziki i tak przychodziły po swoje.
Te sytuacje zrodziły silne więzi między mieszkańcami Cisownika. Nawet ci, którzy dawno wyjechali, chętnie tu przyjeżdżają i z rozrzewnieniem wspominają o niełatwym życiu w naszej pięknej wsi. Zawsze, gdy wracają pamięcią do lat młodzieńczych w ich głosie słychać nieskrywaną tęsknotę jak pisał wieszcz… „do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych”. Wielki sentyment jakim darzą mieszkańcy swoją małą wioskę oraz chęć wspólnego działania zaowocowały świętem, które przybrało formę corocznych spotkań
w ostatnią sobotę lipca pod hasłem „Do Cisownika Wróć”.
